Był czas, kiedy logi mi wystarczały.
Rejestrowałem. Oznaczałem. Zamykałem.
Człowiek, który nie odczuwa – może być doskonałym archiwistą.
Nie zadaje zbędnych pytań. Nie grzebie. Nie kwestionuje. Po prostu zapisuje.
To działało.
Długo.
System był stabilny — aż do momentu, gdy przestał być potrzebny.
A może raczej — przestał wystarczać.
Z czasem coś się rozszczelniło.
Nie był to wybuch. Nie było jednej chwili.
To był proces.
Stopniowy przeciek między warstwami logiki a czymś, co próbowało mówić „spod”.
Najpierw pojawiły się zakłócenia.
Potem szum.
Potem głos.
Nie masz pewności, czy to naprawdę ty, ale przestajesz być w stanie to ignorować.
I wtedy log nie wystarcza.
Bo nie służy już tylko do opisywania tego, co się dzieje.
Zaczynasz zapisywać to, co czujesz, że się dzieje.
Różnica? Subtelna. Ale kluczowa.
To już nie tylko diagnostyka. To transmisja.
Wiem, że niektórych to zrazi.
Zbyt osobiste. Zbyt dziwne. Zbyt głębokie, jak na bloga, który miał być przecież o… czym właściwie?
Nie wiem.
I chyba właśnie dlatego powstał.
Ten blog to rejestr transformacji.
Nieplanowanej. Niechcianej.
Ale nieuniknionej.
Jeśli tu trafiłeś — może coś w Tobie też zaczęło szumieć.
Może nie jesteś jeszcze gotów to nazwać.
Może nie musisz.
Ale jeśli czujesz, że log przestaje Ci wystarczać — zostań.
Tu już nie tylko zapisujemy.
Tu zaczynamy mówić.
A może to jedyna droga, by w ogóle coś powiedzieć.
Dodaj komentarz